Aktualności

Oczami triathlonisty #3!

TRIATHLON MROCZA 1/8 IRONMAN!

OCZAMI TRIATHLONISTY - CZĘŚĆ TRZECIA 23.06.2018 roku

"Wieczór - 22.06.2018 roku - pakowanie auta na zawody. Do garażu wchodzi żona i pyta: ”Gdzie się wybierasz?”. Czuję lekkie zdenerwowanie w jej głosie. Odpowiadam: „Kochanie przecież mówiłem Ci, że jutro jadę na zawody”. Mina jej jest „bezcenna”! Szybko się odwraca i słyszę tylko trzask drzwi od garażu. Myślę sobie, chyba coś zawiodło, czeka mnie długa noc. 23.06. - pobudka 04:45 - sobota. Lekko zaspany wymykam się delikatnie z łóżka. Karolina jeszcze śpi. Siadam w łazience na wannie i próbuję się obudzić. Spałem niecałe 5 godzin. Analizuję wyścig. Nie mogę dojść do siebie, więc porywam się na radykalny krok. Zimny prysznic stawia mnie na nogi - spróbujcie, doznania są nieziemskie. Wychodzę jeszcze na chwilę z psem na spacer i doznaję szoku. Temperatura spadła do 13 stopni - ale kosa! Nad głową jeszcze mam słońce, ale w oddali widać już ciemno - granatowe chmury. Myślę sobie, na pewno przejdzie bokiem. Gdy wchodzę do domu tj. 06:00 słyszę tupot małych stópek i głos mojego najmłodszego syna Borysa: „Tato już wstałeś, co robisz?”. Prowadzimy razem poranną konwersację, ja przy kawie, a on przy flaszce z mlekiem. 06:30 - czas na wyjazd. Borys poszedł do Karoliny łóżka, a ja palę maszynę i obieram kierunek Mrocza, a dokładnie mieścina Rościmin. O 07:30 jestem na miejscu tj. - Triathlon Mrocza 1/8 IronMan! Jedna z cyklu imprez triathlonowych, ogólnopolskich organizowanych przez Kujavia3. Pogoda się pogorszyła. Ciemne chmury, temperatura w granicach 15 stopni i przenikliwy zimny wiatr. Po prostu pięknie! Pocieszam się jednak, bo nie pada. Odbieram pakiet startowy. Zaczynam składać i oklejać rower. Za chwilę czuję krople deszczu. Morale spada i chęć startu też. Szybko dosiadam mój pocisk i jadę zawieźć rzeczy biegowe do strefy zmian. Organizator na tych zawodach przewidział dwie strefy zmian, oddalone od siebie o 2 km. Deszcz nie odpuszcza, a przybiera na sile. Po zostawieniu rzeczy i roweru w strefach chowam się do samochodu. Zakładam szybko piankę ponieważ czuję, że ciało się wychładza. Do startu zostało 50 minut. To jest czas na krótki sen i poukładanie sobie wszystkiego w głowie. 20 minut do startu. Jestem już nad wodą. Robię krótkie rozpływanie. Deszcz cały czas pada. Wychodzę z wody i spotykam mojego rywala - Gracjana z Bydgoszczy (chłopak w tym roku zrobił kwalifikacje na MŚ w RPA na dystansie 70.2 IronMan tj. dystans 1/2). Gracjan startuje w mojej kategorii wiekowej i jest obecnie najlepszym triathlonistą z rejonu Bydgoszczy. Ma pewien niedosyt wobec mojej osoby, ponieważ w Lusowie na "Triathlonie Lwa" przegrał ze mną. Chwyta mnie za rękę i mówi, że dzisiaj startujemy razem w fali koło siebie. Ustawiamy się w linii. Start odbywa się metodą rolling (puszczane są 3 osoby, w odstępie czasowym 3-4s.) Jest to dobre, ponieważ nikt na nikogo nie wpada podczas płynięcia. Za chwilę czuję rękę na ramieniu. To jest mój kolejny kolega - rywal. Adam z Bydgoszczy (w latach 90, najlepszy junior w triathlonie, w Polsce). Obecnie powraca do korzeni. Mówi mi, że będę czuł jego oddech na plecach. Takie małe straszonko. Jest to rytuał wśród „starych” triathlonistów, celem wprowadzenia nerwowości tuż przed startem. Takie małe szachowanie. Minuta do startu. Wyciszenie i koncentracja.. Start! Do pierwszej bojki nawrotowej, około 200m płynę bardzo mocno, z rąk robi mi się wirnik. Nawrót, łapię swój tor i długie pociągnięcia. Kierunek - plaża. Wychodzę z wody z czasem 7min 40s. Rywale są za mną jakieś 30s. do 60s. Gdy szykuję się do wyjścia ze strefy, z rowerem, wybiega z wody Gracjan. Mijam go klepiąc go po plecach. Widzę zdenerwowanie w jego oczach. Siadam na rower i mocno zaczynam cisnąć. Deszcz coraz bardziej pada. Zaczyna mocniej wiać. Czuję dreszcze i zimno. Dodatkowo nawierzchnia trasy jest w kiepskim stanie, więc muszę kontrolować aby nie uszkodzić koła. Jestem trzeci. Przewaga do drugiego zawodnika topnieje. Deszcz który zamazuje mi szybę w kasku i mocne podmuchy bocznego wiatru wybijają mnie z rytmu pedałowania. Myślę sobie - nie ma co narzekać, bo każdy z tym walczy. 10km, wjechałem do miejscowości Mrocza. Jestem w pozycji "aero", gdzie mój wzrok nie sięga dalej niż metr przed koło. Za chwilę słyszę krzyki ludzi. Podnoszę głowę i kur.. zakręt, w lewo 90 stopni. Zaczynam pulsacyjnie hamować i powoli składać się do skrętu. Nawierzchnia od deszczu jest jak lodowisko. Czuję, że będzie źle. Ucieka mi tylne koło. Podczas upadku łapię rower za górną rurę, przytrzymując go na brzuchu. Odruch bezwarunkowy i głowa ściągnięta do klatki piersiowej (zostało mi to ze sportów walki). Ślizgiem trę po asfalcie. Czuję jak pali mi się lewa strona, łokieć i udo. Zatrzymuję się na krawężniku. Podbiega do mnie policjant i medyk. Chwilę jeszcze leżę. Myślę tylko czy rower jest cały i czy ja mogę jechać dalej. Zdenerwowanie sięga zenitu. Służby pomagają mi wstać i coś mówią do mnie! Nie rejestruję tego! Chwytam rower i szybki rekonesans. Rower chyba jest ok. Wyciągam łańcuch, który się zakleszczył między ramą a suportem i wkładam go na tarcz z przodu! Utykając próbuję wsiąść na rower. Czuję ból w nodze i pieczenie. Medyk coś krzyczy do mnie, odpowiadam, że wszystko jest dobrze. Oczywiście nic nie jest dobrze, ale ja walczę do końca. Udało mi się usadzić tyłek na rowerze. Tylko teraz rozkręcić nogę, która boli. Sprawdzam wszystko – rower działa. Dojeżdża do mnie mój rywal Gracjan. Nie widział zdarzenia lecz widzi, że krwawi mi noga i łokieć. Zachowanie godne podziwu, z jego strony. Zwalnia i powoli jadąc ze mną pyta się, czy jestem w stanie dalej jechać. Dziękuję mu za to zachowanie i mówię, że walczymy do końca. Po nawrocie Gracjan odjeżdża mi na około 400m. Teraz to dopiero zaczyna się walka. Deszcz coraz mocniej pada i 11,5km jest pod wiatr. Zdenerwowanie i poziom adrenaliny jest tak wysoki, że średnia watów wynosi 305. Naprawdę wysoko. Czuje delikatne przykurcze na mięśniu czwórgłowym uda. Po 8 minutach dojeżdżam Gracjana. Odjeżdżam mu, a poziom serotonin podnosi mi się w organizmie. Po upływie kilku minut jazdy, kątem oka zobaczyłem na poboczu dwie osoby. Jedna z nich, jak ją mijałem zagwizdała (sędzia) i wskazała ręką za mną, krzycząc upomnienie. Spojrzałem za siebie, a w bliskiej odległości znajdował się Gracjan. Sędzia dał mu upomnienie za drafting. Nie wiem jak długo jechał za mną, na tzw. "kole". Chęć wygranej była u niego duża, bo do końca wyścigu nie zwiększył odległości. W kwestii przypomnienia drafting w triathlonie jest zabroniony. Po dojechaniu do strefy zmian, pierwszy ze strefy wybiegł Gracjan. Ja byłem tak przemarznięty i obolały, że nie mogłem włożyć nogi w but. Musiałem aż usiąść. Kiedy wybiegłem, byłem jakieś 15s. za Gracjanem. Na drugim kilometrze minąłem zawodnika, który był cały czas drugi. Jakieś 500m dalej minął mnie zawodnik z Kujawia3Team. Jak się później okazało - zawodowy biegacz. Przewaga między mną, a moim rywalem była taka sama. Dopiero na 4km zauważyłem, że Gracjan oddala się. To było spowodowane tym, że słabłem i noga coraz bardziej mnie bolała. Przed końcem mety minął mnie jeszcze młodzieniaszek z kategorii M20. W kategorii zająłem pierwsze miejsce, natomiast w klasyfikacji ogólnej - open, byłem szósty. Mój czas 1h 10min 00s. Gracjan zajął trzecie miejsce OPEN z czasem 1h 09min 26s. Wywrotka zrobiła swoje, lecz podium zaliczone! Na koniec opatrywany przez medyka, rozmawiałem z organizatorem. Przychylił się do mojej uwagi związanej z oznaczeniem na asfalcie farbą, niebezpiecznych miejsc i zaznaczaniem odległości do tych miejsc. Organizatorzy Triathlon Bydgoszcz wystawili sztafetę i ich kolarz też się wyłożył - nie byłem sam.. W imprezie startowało 210 triathlonistów, z całej Polski. TRIBA BOSiR Barcin znowu zaliczyła podium!".

Log in