Aktualności

Oczami triathlonisty #4!

TRIATHLON BYDGOSZCZ 1/4 IRONMAN!

OCZAMI TRIATHLONISTY - CZĘŚĆ CZWARTA 07.07.2018 roku

"Poranek był bardzo spokojny. W końcu wstałem o normalnej dla ludzi porze, czyli o 07:00. Ten dzień nie był moim dniem startu, ale mojego kolegi z ekipy TRIBA - Krzysztofa Nowaka. Jechałem mu pokibicować i dać wsparcie na trasie. Startował on na dystansie 1/4 IRONMAN (950m pływanie, 45km rower oraz 10,5km biegu). W dniu 06.07. rozmawiałem telefonicznie z Krzysztofem ustalając szczegóły żywienia na trasie. Powiedział mi, że o godzinie 08:00 będzie już na miejscu, w Bydgoszczy. Przyjąłem to za żart, bo znam już jego charakter i wiem, że lubi sobie pospać. Tym bardziej, że jego fala, w której startuje rozpoczyna pływanie dopiero o godzinie 10:20. Krzychu natomiast twardo twierdził, że jest to poważna impreza i musi być wcześniej. Z uwagi na to zjadłem śniadanko wraz z moimi synami - Beniaminem i Brunem, którzy jechali ze mną i o godzinie 08:30 ruszyliśmy do Bydgoszczy. Na wysokości miejscowości Stryszek zadzwoniłem do mojego kolegi, żeby powiedział mi w którym miejscu zaparkował auto. W telefonie usłyszałem: cyt. „sorry, Marcin ja dopiero jadę..”. Sen wygrał - ;). Po zaparkowaniu aut udaliśmy się nad Brdę, w rejon startu. Może teraz trochę o samych zawodach.. Triathlon Bydgoszcz to zawody jedne z największych w Polsce! Dwa razy z rzędu, impreza ta uzyskała pierwszą nagrodę, za najlepiej zorganizowany event triathlonowy. Oczywiście tym razem też tak było. Już od godziny 09:00, rzeka Brda kipiała. Zawodnicy puszczani w formie "rolling startu" (co około 5s.) kotłowali wodę. Na starcie stanęło tego dnia około 1.300 osób. Sami oceńcie jakiej rangi to jest impreza i jakie musiało być przygotowanie. Dodatkowo organizatorzy zadbali o osoby, które przyjechały dopingować swoim zawodnikom i uruchomili specjalną aplikację. Można było w telefonie, po zalogowaniu się na stronie, obserwować w którym miejscu jest dany zawodnik (pierwszy raz widziałem takie coś na imprezie w Polsce). Z Krzychem udaliśmy się do HWS "Łuczniczka". Tam pomogłem mu zapiąć piankę triathlonową i dałem kopa na szczęście. Pogoda była słoneczna, a wręcz upalna, około 28 stopni i lekki wiaterek. Około godziny 10:20 ruszyła fala "Krzycha". W tej fali startował też nasz kolega "Ryba" i Krystian (chłopaki z naszego miasteczka). Około godziny 10:45 Krzychu rozpoczął swoja przygodę z triathlonem. "Ryba" i Krystian ruszyli jakieś 5 minut przed "Krzychem". Na początku mieli do pokonania 450 metrów pod prąd (gdzie prąd na Brdzie jest naprawdę duży). Stałem na nawrocie. Zobaczyłem Krystiana, minęły jakieś 4 minuty i przepłynął "Ryba", który już z kraula przeszedł na żabkę. Chyba się za mocno „zakwasił” na początku i teraz już leci na "oparach". Gdzie tu jeszcze.. rower 45km i 10,5km biegu. Myślę sobie - to będzie rzeźnia w jego wydaniu. Za chwilę, tj. 45s. po "Rybie" wyłonił się zza bojki nawrotowej "Krzychu". Odrobił 4min 15s. do "Ryby". Krzyczałem do niego, aby równo płynął i podawałem mu czas straty do "Ryby" i "Krzycha". „Banan” pojawił się na mojej twarzy. Mój wychowanek Krzychu ciśnie jak mało kto! To jest naprawdę budujące. Szybko przebiegłem na linię wyjścia z wody. Mignął mi Krystian, za chwilę "Ryba" i jakieś 20s. za nimi był "Krzychu". No to mi się podoba. Ma ich już w swoim zasięgu - pomyślałem. Posłałem kilka słów tzw. motywatorów, w kierunku Krzycha cyt. „zapier.. - skop im cztery litery”. Usłyszał, bo pokiwał głową! Pomyślałem sobie wtedy, że jak nie może mówić to na pewno już dał z siebie dużo. Szybko przemieściłem się na trasę rowerową. Zobaczyłem jak "Krzychu" wyjeżdża. Stanąłem na nawrocie tj. 22km roweru. Po upływie około 42 minut pojawił się Krystian. Czekałem z niecierpliwością spoglądając na zegarek. Denerwowałem się gorzej jakbym sam startował! 43 minuta - jest, jest! „Petarda”! "Krzychu" odrobił już 4 minuty do Krystiana. "Ryba" został z tyłu. Krzyknąłem mu to info! Pomyślałem sobie, naprawdę mocno jedzie i wtedy zastanowiło mnie to, czy aby nie za mocno. Przecież wie co robi, rozmawialiśmy już na ten temat! Tym miłym akcentem pożegnałem się z "Krzychem", bo musiałem jechać do domu. Byłem pełen optymizmu i nadziei, lecz nie długo to trwało.. Podczas powrotu do domu, zadzwonił do mnie Bartek (również triathlonista z TRIBA), który poczynania "Krzycha" obserwował na specjalnej, wirtualnej platformie stworzonej przez organizatora. Zapytał mnie: „Marcin co się stało z "Krzychem"?”. Od razu kilkanaście myśli przebiegło mi przez głowę.. Wcisnąłem „heble” w samochodzie i zjechałem na pobocze! Zapytałem: „Jak, co się stało?” i od razu odpowiedziałem: „wszystko dobrze”. Wszystko dobrze to było do czasu, dopiero mnie uświadomił Bartek mówiąc: „Krzychu wcale nie biegnie, tylko idzie i to strasznie wolno. Pierwsze dwa kilometry pobiegł a teraz kaplica”. Szybko zakończyłem rozmowę z Bartkiem. Już będąc prawie w Barcinie, zrobiłem nawrotkę i jazda do Bydgoszczy. Beniamin i Bruno zdziwili się, ale może też bardziej zaniepokoili.. Zapytali co się stało. Ja już byłem myślami co może się jeszcze stać, bo co się stało to ja już wiedziałem.. Gdy dojeżdżałem do Bydgoszczy zadzwonił"Krzychu". Pierwsze jego słowa to: „Przepraszam Marcin, nie dałem rady..”. Chwilę porozmawialiśmy i wróciłem z chłopakami do domu. "Krzychu" spotkał się z tzw. „ścianą”, podczas biegu. Po prostu ktoś mu „prąd” odciął! Według Krzycha spowodowane to było pogodą i upałem, a według mnie złożyło się więcej składowych. Od żywienia na trasie, po brak monitorowania swojego organizmu. To jednak będziemy niedługo ustalać. Po powrocie do domu, przy kawce - porozmawiałem chwilę z żoną. Około godziny 18:00 podjechała moja ekipa z TRIBA tj. Piotrek i Radek. Udaliśmy się wspólnie do Bydgoszczy, aby pobrać pakiet startowy. Ja natomiast musiałem wstawić rower do strefy. 08.07.2018 roku startowaliśmy na dystansie 1/2 IronMan sztafety (1900m - pływanie: Radek, 90km rower: Ja i 22,3km biegu: Piotrek). Podczas drogi do Bydgoszczy omawialiśmy temat "Krzycha" i panował względy luz. Lecz zbliżając się do Łuczniczki Radek - Nasza gwiazda „spokoju”, zaczęła wprowadzać nam w tryby zdenerwowanie. Ja z Piotrkiem jednak się nie poddaliśmy tej lekkiej panice i w żart obracaliśmy wszystko. Radek skomentował to tak: „.. zobaczymy jutro Wasze miny, jak będziemy jechać rano..”. Po przybyciu na miejsce pobraliśmy pakiet i wprowadziłem rower do strefy. Obsada w sztafetach naprawdę była mocna. Startowało 30 ekip z całej Polski. Na miejscu załapaliśmy się jeszcze na pasta party. Około godziny 22:00 wróciliśmy do domu".

Log in